ZMIANY

09:00


Minął już rok od czasu w którym regularnie prowadziłam bloga. W międzyczasie pojawiły się chyba dwa wpisy ale cały czas o tym myślałam. Cały czas bardzo mi tego brakowało. Nie planowałam przerwy jednak życie czasami weryfikuje nasze plany i trzeba się z tym pogodzić. Nie mówię, że stało się tak tylko z przyczyn niezależnych ode mnie bo moje lenistwo i brak samozaparcia też dużo zdziałały. Ale koniec tłumaczenia się. Trzeba zacząć pracować i walczyć o to co się kocha. 
Trochę się przez ten rok w moim życiu pozmieniało. W sumie trochę to za delikatne określenie. Otóż moje życie stanęło do góry nogami! 

wyszłam za mąż!

Jedną z największych zmian w życiu każdej z nas jest na pewno zamążpójście. Dla mnie było to ogromne wyzwanie, bardzo dużo stresu ale ostatecznie także najpiękniejszy jak dotąd dzień mojego życia.
Z natury jestem osobą bardzo upartą i lubię robić wszystko sama bo jestem wtedy spokojna że będzie tak jak bym tego chciała. A nie oszukujmy się, każda z nas od kiedy poznała ideę organizacji ślubu i wesela ma mniej więcej zaplanowane jak powinno to wyglądać. I zaufajcie mi to jest chwila która nigdy już nie wróci i nie będzie szansy na poprawkę wspomnień. Więc warto dopilnować żeby wszystko było tak jak to sobie wymarzyłyście. 
Nasza uroczystość odbyła się w gronie najbliższej rodziny i znajomych w mojej rodzinnej miejscowości. Ślub braliśmy w grudniu i baardzo liczyłam na piękną zimową scenerię. Jednak nasz klimat zaczyna coraz bardziej odbiegać od moich wspomnień z dzieciństwa, w których grudzień oznacza śnieg. Może na Wielkanoc się doczekamy! 
Było za to piękne słoneczko i jak na tę porę roku było naprawdę ciepło, a przynajmniej ja tak to pamiętam. Było mi ciepło ale może to przez stres przestałam odczuwać temperaturę. 
Pierwszym bardzo stresującym dla mnie punktem była sama msza. Jakbym nie miała się o co martwić dzień przed dopadł mnie ogromny stres - no bo skoro siedzimy całkiem z przodu to wypada w odpowiednim momencie mszy wstawać, siadać i klękać. No i mój mózg sam już dołożył mi stresu bo zupełnie wyleciała mi z głowy kolejność mszy. Jeżeli tak jak ja chodzicie do kościoła to siedząc w ławce nie zastanawiacie się nad tym. Po prostu wstajecie i tyle. Siadacie i już. Bez zbędnego zastanawiania się w którym dokładnie momencie to się dzieje. Noc przed po prostu śniło mi się jak w czasie mszy wszyscy wstają a ja zestresowana dalej siedzę i nie zdaję sobie sprawy z tego, że robię źle. A później jak kretynka nagle wstaję mimo, że wszyscy już siedzą. I tak w kółko. 
Ostatecznie moja świadkowa całą mszę szeptała z tyłu komendy : "wstajemy" "siadamy" "klękamy".
Później już cały obiad martwiłam się o pierwszy taniec. Który swoją drogą trochę pomieszaliśmy ale i tak wszyscy byli zachwyceni bo przecież nikt nie wiedział jak powinno być.
Następnym stresem były podziękowania dla rodziców ponieważ nie dość, że nie lubię mówić przed tyloma ludźmi to jeszcze jestem z reguły "płaczliwa". Na szczęście mój wybranek tutaj bardzo się ode mnie różni i jest na tyle dobrym mówcą, że wszyscy ryczeli (łącznie ze mną oczywiście). 
I tak naprawdę po tych podziękowaniach się dopiero rozluźniłam i w końcu zaczęłam się bawić. I teraz właśnie chciałabym cofnąć czas. Bo dopiero teraz wiem, że nie potrzebnie się stresowałam. I dobrze radzę każdej z was która ma to przed sobą. Nie warto się stresować bo tylko traci się te piękne chwile. 
Dalej nie będę już zanudzała. Bawiliśmy się do białego rana i to są moje najpiękniejsze jak dotąd wspomnienia. 
Czekam teraz na wasze historie. Jak wyglądały Wasze śluby i wesela, czego się bałyście. A jeżeli jeszcze macie to przed sobą to jaką macie wizję idealnej uroczystości?



















A teraz czeka nas jeszcze więcej zmian!

You Might Also Like

6 komentarze

Instagram